Hania Yakovliewa przyjechała do Polski z Ukrainy i przez rok wspierała pracę gdyńskiej Wymiennikowni/fot. Dawid Linkowski

Wsparcie, pomoc w nauce, dobre słowo, rzucony ukradkiem uśmiech, a czasem po prostu zwykła rozmowa – działania wśród i na rzecz młodzieży choć potrzebne, nie zawsze są łatwe. Szczególnie dla osoby, która dopiero uczy się naszego języka. Hania Yakovliewa podjęła to wyzwanie i przez rok wspierała pracę gdyńskiej Wymiennikowni.

– Mam nadzieję, że wystarczy mojego polskiego – śmieje się Hania, gdy rozpoczynamy rozmowę, a później… od razu przechodzi do rzeczy. – Zawsze chciałam podróżować, ale nie jako zwykły turysta. Wydaje mi się, że wyjeżdżając na tydzień czy dwa nie da się poznać danego kraju. A ja bardzo lubię żyć w nowych miejscach, wtapiać się w nie. I właśnie dlatego pojawiłam się tutaj.

Hania przyjechała do Polski w marcu ubiegłego roku jako wolontariuszka Europejskiego Korpusu Solidarności. W naszym kraju miała zostać przez rok.  – Europejski Korpus Solidarności to projekt, który skupia i zrzesza wolontariuszy, finansując wolontariat w całej Unii Europejskiej, przy czym wolontariusze nie muszą pochodzić z krajów UE – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Co ją przyciągnęło do Gdyni? – Moja pierwsza myśl o Gdyni? Chcę tu przyjechać, tu jest morze! – śmieje się Hania. – Urodziłam się w Ukrainie i szukałam miejsca, które będzie mi choć trochę przypominać rodzinne strony. Wydawało mi się, że tutaj to znajdę.

Hania przyjechała do Gdyni i bardzo chciała trafić do Wymiennikowni, Młodzieżowego Centrum Innowacji Społecznych i Designu, czyli przestrzeni tworzonej przez młodzież dla młodzieży działającej w ramach Laboratorium Innowacji Społecznych w Gdyni.

– Zależało mi na tym, żeby trafić w to miejsce, dlatego bardzo się ucieszyłam, że podczas rozmowy rekrutacyjnej oceniono mnie pozytywnie. Wymiennikownia była dla mnie bardzo atrakcyjna, bo spodobało mi się to, że jest to miejsce skierowane do młodzieży. Ma to związek z tym, że przed przyjazdem do Polski pracowałam albo z dorosłymi albo z dziećmi. Nigdy nie miałam natomiast okazji, aby popracować z młodymi ludźmi, więc uznałam, że to idealny moment na zebranie tego cennego doświadczenia.

I gdy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, pandemia pokrzyżowała plany wolontariuszki. – Pierwszą połowę roku spędziłam w Przystani Śmidowicza 49, miałam okazję pomóc w przygotowaniach do otwarcia tego miejsca. W połowie lipca udało mi się jednak trafić do Wymiennikowni – opisuje Hania i dodaje, że bardzo ucieszyła ją ta wiadomość. – Szybko polubiłam zespół. Musieliśmy przygotować się na wizyty młodzieży, więc pracy było sporo.

Hani udało się przejść pozytywnie rozmowę kwalifikacyjną i tak trafiła do Wymiennikowni/fot. Dawid Linkowski

–  Hania szybko zaadaptowała się w Wymiennikowni, to bardzo otwarta dziewczyna – mówi Martyna Winnicka, koordynatorka Wymiennikowni. – Pomagała nam w codziennej pracy, zaangażowała się także w informowanie o działalności naszego miejsca, a także włączyła się w tłumaczenie naszych komunikatów i postów, tak, byśmy mogli trafiać z naszą ofertą również do młodzieży, która nie mówi po polsku.

Pomimo napiętego grafiku Hania wyjaśnia, że wciąż czuła, że robi… za mało. – Postanowiłam podzielić się tym, co potrafię najlepiej, czyli dawaniem korepetycji z języka angielskiego!

Zapotrzebowanie na tego typu lekcje okazało się bardzo duże. – Zamieściliśmy informację o tym, że chciałabym udzielać darmowych lekcji języka angielskiego i niemal od razu ludzie zaczęli się odzywać – mówi i nie ukrywa, że ucieszyła ją tak duża frekwencja. – Od razu zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób to najlepiej zorganizować i uznałam, że chciałabym postawić na zajęcia indywidualne. Wydawało mi się, że to najlepszy sposób, aby każdy mógł się otworzyć, swobodnie rozmawiać i monitorować postępy. To się sprawdziło.

Hania podkreśla jednak, że nie tylko ona pomogła młodzieży, ale również oni jej. Nie liczyłam na to, że również otrzymam bezinteresowną pomoc. Moi studenci, którzy wiedzieli o tym, że kończę projekt w marcu tego roku, podrzucali mi informacje o ciekawej pracy, zachęcali, abym została w Polsce.

To jej się udało. Pomimo tego, że staż Hani w Wymiennikowni się skończył, została w Polsce i w Gdyni. – Znalazłam tu pracę i mieszkanie, ale wciąż nie mogę się rozstać z Wymiennikownią i z ludźmi, których tam poznałam. Pracuję w pełni zdalnie, więc dość często przychodzę do Wymiennikowni i stamtąd wykonuję swoje obowiązki. Kontakt z wszystkimi ludźmi, których tam spotykam, sprawia mi ogromną radość.

Na pomoc Hani mógł liczyć każdy, kto odwiedzał Wymiennikownię/fot. Dawid Linkowski

Hania wciąż angażuje się także w bezinteresowną pomoc. Nie zawiodła w jednym z najtrudniejszych momentów, który dla niej był szczególnie bolesny.

– Gdy w Ukrainie doszło do wojny, było mi bardzo ciężko. I mimo że minęło już sporo czasu, wciąż jest to dla mnie emocjonalny rollercoaster. Jednego dnia zastanawiam się, jak będzie wyglądać przyszłość, innego staram się być obojętna. To trudne.

Wolontariuszka od pierwszego dnia angażowała się w pomoc uchodźcom. – Byłam w Wymiennikowni i pełniłam rolę tłumacza, starałam się pomagać, rozmawiać, wspierać. Do dziś utrzymuję kontakt z częścią tych osób, które osiedliły się m.in. właśnie w Gdyni.

Hania podkreśla, że chociaż miała okazję pracować w różnych miejscach na świecie, to Gdynia przyciągnęła ją najbardziej. – Odwiedziłam kilka krajów, miałam okazję być także wolontariuszką m.in. w Chinach, ale to tutaj czuję się wyjątkowo dobrze – wyjaśnia i dodaje, że nie planuje dłuższej rozłąki z Wymiennikownią. – W końcu teraz to ja jestem tą młodzieżą, która może beztrosko spędzać tu czas – śmieje się.

Pomimo zakończonego stażu, Hania wciąż chętnie wraca do Wymiennikowni/fot. Dawid Linkowski

Cykl „Twarze pomagania powstał w ramach: „Adaptacja Koncepcji UrbanLab w Gdyni” w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna na lata 2014-2020, współfinansowanego ze środków Funduszu Spójności.

powrót