Beata Chomątowska i Olga Drenda – autorki nominowane w tym roku do Literackiej Nagrody Gdynia w kategorii esej, odwiedziły w tym tygodniu UrbanLab. Ich książki „Betonia: miasto dla każdego” oraz „Wyroby. Pomysłowość wokół nas” stanowiły przyczynek do dyskusji o nas samych – o tym, gdzie mieszkamy i jakimi przedmiotami się otaczamy.

Beata Chomątowska w UrbanLabie. Prowadzenie: Ewa Stokłuska (LIS), 28.08.2019 r., fot. A. Trafas (LIS)

 

OAni bloki mieszkalne, ani wyroby – przedmioty z dziwnym rodowodem albo wykonane z niecodziennego materiału – nie są polskimi wynalazkami. Ale nadaliśmy im naszą specyfikę, znaleźliśmy dla nich zastosowanie i oswoiliśmy tak bardzo, że ani bez mrówkowców, ani bez łabędzi ze zużytych opon nie wyobrażamy sobie krajobrazu.

Blok to taki konstrukt, który każdy z nas ma w głowie. Na tę najprostszą z możliwych form – kostkę, projektujemy wszystko, co w sobie nosimy – mówiła Beata Chomątowska, autorka książki „Betonia: dom dla każdego”. Impulsem do jej napisania stało się zdjęcie berlińskiego osiedla Gropiusstadt. – Mieszkając na osiedlu, zapamiętałam je jako coś w rodzaju betonowej utopii. Zadałam sobie pytanie: czy to zdjęcie mogłoby wisieć w każdym blokowym mieszkaniu? Czy istnieje coś takiego jak człowiek z bloku? Czy istnieje wspólnota doświadczeń wszystkich, którzy się w bloku wychowali? Jednocześnie uświadomiłam sobie, że bloki są wszędzie: od najmniejszych miejscowości po największe metropolie. To krajobraz tak zrośnięty z nami, że w pewnym momencie już go nie zauważamy.

Chomątowska zauważa jednak, że w krajach zachodnich te wielkie osiedla powstawały w ramach projektów dotowanych przez państwo czy samorząd; mieszkania były z reguły przeznaczone dla ludzi o niższych zarobkach co wymuszało konieczność dopłat do czynszu. I choć na same mieszkania i wsparcie lokatorów środki się znalazły, to już na utrzymanie budynków – nie. Dlatego  niektóre osiedla – ja Pruitt-Igoe w Saint Louis – wyburzono.

– Gdy u nas pod koniec lat 60. Edward Gierek obwieszczał program mieszkaniowy – każdy młody obywatel będzie miał mieszkanie – gdy zaczęła się budowa fabryk domów i czas „wielkiej płyty”, zachód rozpoczął odwrót od tej tendencji, ponieważ tam ta idea trochę się społecznie skompromitowała – mówiła. – Pod względem składu mieszkańców osiedla stają się jednorodne: na zamieszkanie w nich stać głównie imigrantów, więc tworzą się różne kolonie i półświatki. W Polsce w blokach mieszka każdy: inteligent obok robotnika i chłopa, artysta obok rzemieślnika. Mieszkań ciągle brakuje, w związku z czym nigdy nie było masowych wyburzeń opustoszałych bloków.

Opowieść Beaty Chomątowskiej kończy się w latach 90. Wtedy popularne stały się twierdzenia, że blokowisko to monotonia i patologia – i padły na podatny  grunt. Ci, którzy wprowadzali się do bloków w latach 60. czy na początku 70. zaczynali mieć dość zbiorowego zbiorowego życia. Czuli się zmęczeni szarością, skoszarowaniem. Wiedzieli już, jak żyje zachód, a blok nie przystawał do tych aspiracji. – Nie uważam jednak, że blok był czymś złym – zastrzega. – Nie pamiętam czarnego obrazu, ale pamiętam zmęczenie rodziców i ich rówieśników. Marzyli, żeby się przenieść na swoje bo byli zmęczeni tym, że mają sąsiada, że wszystko słyszą. Na to nałożyło się bardzo stygmatyzujące postrzeganie bloku i figura szarego człowieka z bloku, który jest uosobieniem przeszłości – trzeba się więc z nim pożegnać i wkroczyć w erę wspaniałego, kolorowego kapitalizmu. To mój subiektywny odbiór. Nie mówię z całą pewnością, że istniał szary człowiek z bloku. Mam jednak wrażenie, że człowiek z bloku to jest cała Polska.

Zupełnie inny świat odkrywa przed nami Olga Drenda, autorka książki „Wyroby. Pomysłowość wokół nas”. Wyrobem jest dla niej to wszystko, co ludzie w jakiś sposób uważają że za przydatne – coś, co w jakichś realiach może się sprawdzić albo coś, co z konkretnej perspektywy uchodzi dla kogoś za ważne. Wyroby mogą mieć dziwny rodowód, mogą być wykonane z dziwnego materiału. Wspólnym mianownikiem jest dla nich pomysłowość.

Olga Drenda w UrbanLabie. Prowadzenie: Przemysław Rydzewski, 29.08.2019 r., fot. I. Budzbon (LIS)

 

Olga Drenda mówi, że podczas pracy nad książką odkryła budownictwo typu „kostka polska” – tego, na jakie sposoby je dekorowano i starano się podkreślić swoje aspiracje, malując na elewacji domku jednorodzinnego iluzję głębi czy wykładając ścianę tłuczoną ceramiką. – Zaczynając pisać tę książkę bałam się, że stanie się dokumentacją kreatywności wynikającej z biedy – przyznaje autorka. – Ale odkryłam, co potwierdziły to badania prowadzone w różnych krajach i obserwacje socjologów oraz antropologów kultury, że wyrób to zjawisko pojawiające się jako skutek uboczny bogacenia się społeczeństwa i rosnących aspiracji.

Mamy więc ogromne kaczki pojawiające się znikąd w ogródkach działkowych, mamy kilometry ogrodzeń i płotów które nie tylko grodzą, ale tez upamiętniają np. rocznicę chrztu Polski i mamy sklepy „wszystko za 4 zł”, gdzie każdy znajdzie najbardziej nieprzydatną mu rzecz. Niektóre z wyrobów mają być słodkie, a stają się straszne. Wszystko to, co nazywano kiczem czy twórczością  sentymentalną, trafia do świata wyrobów i jest w nim traktowane jako poważna dekoracja.

Wyroby to świadectwo swojego czasu, dowód na rozbieżność między tym, co było pożądane a tym, co można było mieć. Olga Drenda mówi, że choć temat pojawiał się w książkach i opracowaniach, nigdy nie został pociągnięty. – Miałam zamiar napisać książkę, jaką sama bym chciała przeczytać – wyjaśnia. – Uporządkować informacje na temat świata o którym wiedziałam, że istnieje. Gdybym miała więcej czasu, napisałabym o modzie, może o wczesnym internecie.

Olga Drenda przyznaje, że dziś trudniej o rzeczy… brzydkie, bo znacznie łatwiej niż kiedyś jest stworzyć coś ładnego. Projektujemy na komputerach, nie na „oko”, więc nie sposób rzeczy zepsuć.

– Dziś wszystko staje się coraz bardziej typowe – konstatuje Olga Drenda. – Ludzie korzystają z tego, co jest pod ręką. Mamy tanią czy darmową fotografię z banków zdjęć, mamy darmowe ilustracje wektorowe i czcionki, a do tego oprogramowanie, które skomponuje za nas coś typowego. Wydaje mi się, że ta typowość nam się podoba.

Olga Drenda wciąż ma niektóre z rzeczy kupionych podczas pracy nad książką. Przyznaje jednak, że nie na wszystkie lubi patrzeć.

Gala Nagrody Literackiej Gdynia – w piątek, 30 sierpnia. Transmisja od godz. 19: fb.com/nagroda.literacka.gdynia

 

powrót